Sprzątanie
zdominowało moje życie. Nawet w niedzielę nie daje spokoju. W
ogóle o spokój w dzisiejszych czasach jest trudno. Siedzi sobie
człowiek i myśli o niebieskich migdałach, a tu spada na niego
niespodziewana myśl. Przecież nie pozmywałem po śniadaniu! A jak
zwykle okazuje się, że jest to wierzchołek góry lodowej. A pod
spodem góry? Nie pozmywane po andrzejkach tak zwanych. Garstka
gości, a góra niebotyczna po prostu :-) No nic. Niedziela i
sprzątanie to nie jest dobre połączenie. Ale taka okoliczność to
wyższa potrzeba, bo jeść trzeba. A przy tym oczywiście na bieżąco
brudzić nowe ;-) A zatem pora zakasać rękawy i do dzieła.
Najlepszy sposób – nie myśleć i nie zbierać się jak do jeża.
Tak więc, zabrałem się do mycia stosów brudnych naczyń,
sztućców, patelni i czego tam jeszcze. Szuru, buru, szuru, buru i
przy okazji umyłem zlewozmywak i wypolerowałem armaturę. Nie no,
ale trzeba jeszcze umyć zewnętrzna powierzchnię lodówki, kuchenki
zwykłej i mikrofalowej oraz piekarnika. A na koniec blaty, stół i
lady kuchenne. I fronty szafek kuchennych. Tak właśnie wygląda
krótkie niedzielne sprzątanie... I jeszcze spostrzeżenie mam
następujące. Nie warto sprzątać dogłębnie przed zaproszeniem
gości. Nabiegałem się ze ściereczką.