niedziela, 30 listopada 2014

Niedzielne sprzątanie

Sprzątanie zdominowało moje życie. Nawet w niedzielę nie daje spokoju. W ogóle o spokój w dzisiejszych czasach jest trudno. Siedzi sobie człowiek i myśli o niebieskich migdałach, a tu spada na niego niespodziewana myśl. Przecież nie pozmywałem po śniadaniu! A jak zwykle okazuje się, że jest to wierzchołek góry lodowej. A pod spodem góry? Nie pozmywane po andrzejkach tak zwanych. Garstka gości, a góra niebotyczna po prostu :-) No nic. Niedziela i sprzątanie to nie jest dobre połączenie. Ale taka okoliczność to wyższa potrzeba, bo jeść trzeba. A przy tym oczywiście na bieżąco brudzić nowe ;-) A zatem pora zakasać rękawy i do dzieła. Najlepszy sposób – nie myśleć i nie zbierać się jak do jeża. Tak więc, zabrałem się do mycia stosów brudnych naczyń, sztućców, patelni i czego tam jeszcze. Szuru, buru, szuru, buru i przy okazji umyłem zlewozmywak i wypolerowałem armaturę. Nie no, ale trzeba jeszcze umyć zewnętrzna powierzchnię lodówki, kuchenki zwykłej i mikrofalowej oraz piekarnika. A na koniec blaty, stół i lady kuchenne. I fronty szafek kuchennych. Tak właśnie wygląda krótkie niedzielne sprzątanie... I jeszcze spostrzeżenie mam następujące. Nie warto sprzątać dogłębnie przed zaproszeniem gości. Nabiegałem się ze ściereczką.