Sprzątanie mebli to w naszym saloniku szczególna czynność.
Niby to nic takiego wytarcie kurzy z mebli czy mycie zewnętrzne mebli. Na pozór
czynności mało ciekawe, służące pozbyciu się kurzu. Ale w naszym domu spełniają
one dodatkowo jeszcze jedną funkcję: są mianowicie okazją do namacalnego
kontaktu ze zgromadzonymi w meblach, a w szczególności w przeszklonej witrynie
przedmiotami, które stanowią wyjątkową ozdobę naszego domu. Są
odzwierciedleniem zainteresowań i pasji jego mieszkańców.
Toteż mimo, że wytarcie
kurzy z obrazów, bibelotów, książek itp. zajmuje mnóstwo czasu i jest bardzo
pracochłonne, a przy tym wymagające nielada
ostrożności, to wraz z mężem mamy z tego wiele przyjemności. Wśród naszych
ulubionych przedmiotów, które mają wartość nie tylko jako oryginalne ozdoby
wnętrza, ale i stanowią pamiątki rodzinne należy liczący sobie ponad sto lat
austro-węgierski kubek pochodzący z Karlsbadu - dzisiejszych Karlowych Warów.
Wówczas modnego uzdrowiska, do którego przyjeżdżano celem podratowania nie
tylko zdrowia, ale i własnej pozycji towarzyskiej. Ilekroć biorę w ręce ten
wykonany w 1908 roku z tamtejszej ceramiki przedmiot myślę z nostalgią o życiu
w monarchii austro-węgierskiej. Jest to pamiątka rodzinna po babci, urodzonej
jeszcze za czasów cesarza Franciszka Józefa I Habsburga. Narazie muszę przerwać
pisanie, gdyż do domofonu dzwonią umówieni znajomi.