środa, 26 listopada 2014

Dzień jak co dzień

Obudziłam się dziś dość późno , bo dopiero przed godziną dziewiątą (zwykle wstaję około godziny siódmej). Może właśnie dlatego, że spałam tak długo  to i nastrój mój jest jakiś inny niż zwykle. Otworzyłam oczy popatrzyłam w sufit i pomyślałam jak to błoga cisza panuje w mieszkaniu. Mój mąż pojechał do pracy, a pies którego mąż przed pracą wypuścił dosypiał sobie na swoim posłanku. Poleżałam jeszcze chwilkę, przeciągłam się i wstałam. Weszłam do kuchni zrobiłam sobie śniadanko i kawkę i tak sobie siedząc układam plan dnia. Po pierwsze muszę pozmywać naczynia z dnia poprzedniego, gdyż wczoraj wieczorem mi się nie chciało. Potem trzeba nastawić pralkę gdyż kosz z brudną bielizną kipi. Rozejrzałam się po mieszkaniu i mój początkowo dobry humor prysł jak bańka mydlana. Ogólnie to prawie całe mieszkanie nadawało się do sprzątania. Wszędzie widać już było smugi kurzu, który trzeba zetrzeć. Poczyścić trzeba by okna przynajmniej z zewnątrz, bo przez ostatnie kilka dni padało i widać pochlapane smugi. W łazience trzeba umyć wannę, umywalkę, klozet i armaturę gdyż obecny w wodzie kamień szybko odciska swoje piętno na urządzeniach sanitarnych. Wszystkie pomieszczenia należy objechać odkurzaczem, szczególnie dywany w pokojach i pomyć podłogi. Jak już się uporam z pracami porządkowymi trzeba się przebrać w strój wyjściowy i pójść na spacer z psem. Dalej po powrocie zostawiam psa i maszeruję po zakupy. Najpierw obskakuję sklepy, a w drodze powrotnej wstępuję na targowisko gdzie dorzucam sobie kilka kilogramów w postaci ziemniaków i innych fruktów. Po powrocie do domu robię sobie herbatkę i zaczynam krzątać się po kuchni, bo czas najwyższy wziąć się za gotowanie obiadu. W międzyczasie kiedy obiad już nastawiony na piecu poprawiam jeszcze porządki ,a to trzeba przetrzeć lustra, a to zmienić ręczniki i tak ciągle jestem w ruchu ,bo ciągle jest do zrobienia coś… Prawdą jest , że nie chodzę do pracy, ale czy oprócz tego, że nie muszę wstać na czas to w pracy jestem bez przerwy, gdyż jest to mój dzień jak co dzień dopóki mąż z pracy nie wróci. Zapraszam na kolejne moje posty.