wtorek, 4 listopada 2014
Pracowity poranek
Witam ponownie!
Jak już się dobudziłam zastanawiam się, jak zabrać się do sprzątania i od czego zacząć. Zaczynam dzien od kawy, tego nie mogę sobie odmówić, to mój codzienny rytuał.
Najpierw ścielę tapczan, następnie zabieram się za odkurzanie podłogi. Zastepuje mi to poranną gimnastykę. Później czas na wycieranie mebli, więc udaję się do łazienki po ściereczki. Nagle dzwoni telefon. Nic ważnego, tylko jak zwykle przeszkadza w pracy. Dłuższą rozmowę przerywa domofon, dzięki któremu mogę wrócić do zadan porządkowych. Wracam do łazienki po ścierki i w miare szybko ogarniam mebelki. Fronty szafek nie za czyste i połsyki trochę zmatowiały od kurzu, a więc poleruję na błysk. Zabieram się za mycie okna, ściągam firankę do prania. Pralka pierze, a ja w tym czasie myje okno i czyszcze kaloryfery. Mam dużo żeberek, trzeba się mocno namachać ścierką, ale po kilku chwilach… gotowe. Teraz dłuższą chwilę muszę poświęcić łazience. Zaczynam od pralki, ale wycieram tylko z frontu. Lustro też solidnie pochlapane, więc pucuje lustro. Z grubsza przecieram armaturę i kafelki, a na koniec myje podłogę. Nareszcie łazienka skonczona. Zostało mycie podłogi w przedpokoju, ale zostawie sobie troche sprzątania na jutro. Na dzisiaj dosyć, trzeba sobie prace szanować …ale musze jeszcze rozwiesić firanki. Ide do łazienki, wyciągam pranie i wieszam firanki. Tak sobie myślę, że odwaliłam dziś kawał dobrej roboty…