Dzisiaj opiszę jak to w latach siedemdziesiątych sprzątaliśmy pokoje.
W naszym Domu Dziecka na każdym pietrze były u dziewczynek i chłopców cztery sypialnie jedna świetlica, która służyła nam do zabawy i nauki. Jak pisałam w pierwszej część mieliśmy dyżury. W pokojach nie było za wiele do sprzątania Na początku lat siedemdziesiątych były łóżka to była ciężka praca dla siedmiolatka takie łóżko do ścielenia to był nie lada wyczyn. Prześcieradło musiało być równiutko podwinięte pod materacem potem poduszka i na niej kołdra. Łóżko przykrywało się kocem równiutko, ale kilka lat później kupili nam tapczany wtedy ścieliło się już lżej. Dyżurna codziennie zamiatała podłogę wycierała kurze z szafek i ze stolików W świetlicy u chłopców mieliśmy duży regal na, którym znajdowały się gry planszowe i klocki;Puzzle;itp. i drugi mniejszy na którym była prasa. Raz w tygodniu było generalne sprzątanie. Mycie okien, podłóg korytarzy schodów w całym budynku. Pastowanie pastą do podłóg i froterowanie. Froterka była elektryczna co nam ułatwiało prace i mieliśmy super zabawę przy tej czynności. Podłogi na korytarzach były położone terakota i nie trzeba było pastować . Na piętrze dziewczynek był duży taras jego tez musieliśmy zamiatać i zmywać Najtrudniej się myło okna, ponieważ środki czystościowe do okien były nienajlepsze, ale musiały błyszczeć czystością. W sobotę po ciężkiej pracy milo było pobawić się w czystym domu.