Jestem zwariowana Anka.
Dlaczego kto to wie? Zaraz sami przekonacie się. Kiedy mam u kogoś dług. Biorę się
za mycie podłóg, własnych nie u wierzycieli. Gdyż mają przesadne skłonności do mojej
roboty kontroli, a mnie od tego głowa strasznie boli. Co tu udawać? Co tu kryć?
Jestem kobietą, która w długach lubi żyć. Zamiast się martwić o ich zwrócenie
wolę je wszystkie puścić w zapomnienie. Odkurzanie podłogi to czynność dla mnie
pełna trwogi zwarzywszy na to, że zawsze nieustanie się przewracam plącząc o
kabel swoje piękne zgrabne i powabne nogi.
Kiedy wstaje z łózka często spada mi poduszka.
Kołdra przybiera pozycję godną obserwatora i bawi się w sytuacji narratora.
Dziś rano przeglądając stare pamiątki
znalazłam piękny arkusz papeterii. Na marginesie widnieje symetrycznie ułożona
ramka z różnej wielkości serduszka. Z centralnej części kartki zerka na mnie
zalotnie wiersz. Równym, ślicznym, przejrzystym wręcz kaligraficznym pismem
napisany przez moją ówczesną sympatię mi ofiarowany.
„Walentynki”.
Ledwie
Cię poznałem, już ze szczęścia oszalałem.
Serce
me o Tobie śni, zawsze chce przy Tobie być.
W
ten szczególny dzień bądźmy razem proszę Cię,
i
nigdy nie rozstawajmy się.
Dobry
Bóg niech nam błogosławi.
Wyraźne
znaki na drodze życiowej zostawi.
A
ciernie i głogi niech usuwa z naszej drogi
Anioł
Stróż.
Zaraz
obejmę Cię,
I
czule wyszeptam
magiczne
słowa te:
„Kocham
Cię”.
Po przeczytaniu tego wiersza.
Długo siedziałam na bujanym fotelu rozmyślając o nim:
Jak
mu się teraz wiedzie?
Czy
jest szczęśliwy?
Czy
założył własną rodzinę?...
Na te jak i na wiele innych pytań
prawdopodobnie nigdy nie poznam odpowiedzi.
Pozostaje mi tylko mieć nadzieję,
że są pozytywne.