poniedziałek, 3 listopada 2014

„Zwariowana Anka”.



Jestem zwariowana Anka. Dlaczego kto to wie? Zaraz sami przekonacie się. Kiedy mam u kogoś dług. Biorę się za mycie podłóg, własnych nie u wierzycieli. Gdyż mają przesadne skłonności do mojej roboty kontroli, a mnie od tego głowa strasznie boli. Co tu udawać? Co tu kryć? Jestem kobietą, która w długach lubi żyć. Zamiast się martwić o ich zwrócenie wolę je wszystkie puścić w zapomnienie. Odkurzanie podłogi to czynność dla mnie pełna trwogi zwarzywszy na to, że zawsze nieustanie się przewracam plącząc o kabel swoje piękne zgrabne i powabne nogi.
 Kiedy wstaje z łózka często spada mi poduszka. Kołdra przybiera pozycję godną obserwatora i bawi się w sytuacji narratora.
Dziś rano przeglądając stare pamiątki znalazłam piękny arkusz papeterii. Na marginesie widnieje symetrycznie ułożona ramka z różnej wielkości serduszka. Z centralnej części kartki zerka na mnie zalotnie wiersz. Równym, ślicznym, przejrzystym wręcz kaligraficznym pismem napisany przez moją ówczesną sympatię mi ofiarowany.     


„Walentynki”.
Ledwie Cię poznałem, już ze szczęścia oszalałem.
Serce me o Tobie śni, zawsze chce przy Tobie być.
W ten szczególny dzień bądźmy razem proszę Cię,
i nigdy nie rozstawajmy się.

Dobry Bóg niech nam błogosławi.
Wyraźne znaki na drodze życiowej zostawi.
A ciernie i głogi niech usuwa z naszej drogi
Anioł Stróż.   

Zaraz obejmę Cię,
I czule wyszeptam
magiczne słowa te:
„Kocham Cię”.

Po przeczytaniu tego wiersza. Długo siedziałam na bujanym fotelu rozmyślając o nim:
Jak mu się teraz wiedzie?
Czy jest szczęśliwy?
Czy założył własną rodzinę?...
Na te jak i na wiele innych pytań prawdopodobnie nigdy nie poznam odpowiedzi.
Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że są pozytywne.