Witam co za dzień nie dość że nic
mi się nie chce bo mam dzisiaj lenia to do tego niezbyt się czuje
zaś jakieś chorubsko mnie bierze , a tu jak codzień trzeba ogarnąć
w domu. Już miałam wezwać sąsiedzką firmę sprzątajocą , ale
kasy szkoda wiec mimo wszystko zakasałam rękawy i do dzieła.
Mycie naczyń jakoś poszło następnie
wziełam się za wyszorowanie zlewu,że mam z nierdzewki aluminiowy
mniej zachodu i łatwiej się go czyści. Najpierw użyłam środka
czyszczącego w postaci mleczka ,oraz gąbki którą rozprowadziłam
mleczko po całej powierzchni zlewu.
Odczekałam jakiś czas i spłukałam
,nastepnie musiałam osuszyc przecież nie pozostawie zachlapanego
zlewu jak to wyglada wziełam sucha sciereczke i starłam wraz z
kranem i gotowe.
Czas na mycie schodów i poreczy
,nalałam wode do miski ,do wody wlałam płyn wzięłam sciereczke i
ruszam do boju i tu mnie oświeciło ,o matko jedyna przeciez ja nie
ma zadnych schodów,poza tymi na klatce ale tych myc nie zamierzam.
Wode wykorzystałam na umycie parapetów
, futryn i drzwi szkoda było by ja wylac .
Zmęczyłam sie i tu znów naszła mnie
myśl na temat firmy sprzatajacej ,coż na razie firma sprzatajaca
jestem ja i nie ma co narzekac. Spojrzałam na wiszacy na scianie
obraz i zdjecia w ramkach były zakurzone trzeba było wziac wilgotna
sciereczke i przetrzec.
Ściereczka zrobiła sie czarna ,nie
pamieta sie o wycieraniu reprodukcji zadko sie to robi i dla tego
taka a nie inna sytuacja ,sciereczke wyprałam i pozostawiłam do
wyschniecia ,katem oka zobaczyłam prysznic który trzeba by umyc ale
zabrakło mi sił . Pomyslałam zostawie cos sobie na jutro , tak
wiec jutro na temat mycia prysznica i nie tylko , byc moze wezne sie
za umycie okien jesli bede sie czuła lepiej niz dzis i oby pogoda na
to pozwoliła.