Opisze Wam dzisiaj jak wyglądało sprzątanie w moim dzieciństwie
Będąc małą dziewczyna zaledwie dziewięcioletnią pech chciał, że trafiłam do Państwowego Domu Dziecka. Były trzy grupy. Chłopców dziewczynek i maluszków W grupie chłopców i dziewczynek musieliśmy sprzątać sami. Były dyżury tygodniowe. Ja np. sprzątałam łazienkę .Bylo tam pięć umywalek i dwa bidety, które trzeba było dobrze umyć i wydezynfekować, były jeszcze , trzy kabiny z prysznicem też trzeba było dobrze pomyć kafelki . Najgorzej myło sie okna i lustra ponieważ nie było takich fajnych płynów do okien jak mamy dzisiaj tylko była pasta w kostkach która zostawiała smugi i trzeba było się bardzo namęczyć aby wszystkie szklane miejsca lśniły bez zacieków . Dzisiaj sprzątanie to przyjemność w porównaniu do lat siedemdziesiątych. Mieliśmy jeszcze każda swoja półeczkę na przybory czystościowe ,ale dyżurna musiała sprzątać je sama opróżniać kosz na śmieci a ręczniki każdy musiał pilnować sobie sam i wymieniać jak były brudne .
Na końcu została podłoga . Następne drzwi to była toaleta były tylko trzy ubikacje na nasza grupę dziewcząt wystarczało, ponieważ na każdym piętrze znajdowała się łazienka i toaleta . Calą armaturę też trzeba było wyszorować i zdezynfekować, pomyć glazurę na ścianach. Za toaleta mieliśmy szafki na obuwie .Trzeba było pościągać buty powymiatać piasek umyć szafki , potem poukładać buciki na półeczki .Jeszcze musieliśmy pamiętać ,aby umyć drzwi bo często były bardzo brudne i uzupełniać papier toaletowy, opróżniać kosz na śmieci i tak dyżurna pilnowała ,żeby zawsze było czysto. Dopiero jak było czysto można było iść zająć się swoimi ulubionymi zajęciami.