poniedziałek, 3 listopada 2014

Awaria oświetlenia

Witam ponownie. 

Dzisiaj chcę napisać o pewnej codziennej sytuacji kryzysowej, która jak to zwykle bywa, stała się inspiracją do niecodziennych porządków :-) Otóż wczoraj wieczorem postanowiłem, jak to zwykle robię około godziny 20, zmienić oświetlenie w moim pokoju na spokojniejsze. W tym celu włączyłem kinkiet. Aż tu nagle... Kinkiet zaczął wydawać niezidentyfikowane dźwięki, a żarówka zaczęła migotać z częstotliwością dyskotekowego stroboskopu – no i... zgasła. Trudno, trzeba było zmienić źródło światła w kinkiecie. W tym celu udałem się do szafki z żarówkami, znalazłem odpowiednią i zabrałem się do wymiany. A tu – następne - (zaskoczenie?). Muszę powiedzieć, że mieszkanie w lesie posiada większość niekwestionowanych zalet, poza jedną – ciągłe sprzątanie. Zaryzykuję tezę, że rzeczy kurzą się 10 razy szybciej niż w innych okolicznościach. Dlatego po zajrzeniu do wnętrza abażura, spotkałem to czego powinienem był się spodziewać. Tony kurzu + w takich przypadkach nieodzowne (osoby o słabszych nerwach, proszę o opuszczenie tego fragmentu) - ogromne ilości zasuszonych much, komarów i nawet dwa szerszenie ;-) Nie było innego wyjścia, tylko zabrać się za czyszczenie elementów oświetlenia kinkietu. Ale po skończeniu tej operacji doznałem dodatkowego oświecenia – przecież pozostałe lampy i abażury wyglądają podobnie i posiadają także liczne, tego typu „skarby” ;-) A więc zabrałem się za czyszczenie zewnętrzne i wewnętrzne lamp i innych elementów oświetlenia. Najpierw czyściłem je na mokro szmatką, a potem na sucho. Jak sami rozumiecie, trochę czasu mi to zajęło... Ale cóż, takie już są uroki mieszkania w lesie :-) Życzę Wam także wielu owocnych bojów w walce o czystość naszych domostw :-)


Do następnego wpisu