Od wielu lat mieszkam w kilku klatkowym bloku, już od kilku lat klatka schodowa w której mieszkam nie była remontowana. Odpadał farba ze ścian które z resztą w wielu miejscach byłu poplamione i porysowane przez jakieś dzieciaki. Zrobiliśmy zebranie mieszkańców klatki i postanowiliśmy zwrócić się do zarządcy nieruchomości o remont.
Po kilku tygodniach pokazała się ekipa remontowa ze sprzentem i zaczeli: najpierw skrobanie sufitów i ścian ze starej farby. Kurzu i pyłu było dużo wnosiło się go na butach, ale i szczelinami przy drzwiach też się doatawał do mieszkań.
Cały czas biegałam ze ścierką do podłogi i wycierałam podłagę ze śladów po butach i ściereczką od kurzu wycierałam meble i półki bo wszędzie było go pełno. Remont jednak to nie chwilowa niedogodność to trwa jednak jakiś czas, po kilku dniach takiej bieganiny odpuściłam sobie takie doraźne sprzątanie i poczekałam na zakończenie remontu klatki schodowej.
Jak się okazało to najgorsze było jeszcze przed nami, jak zaczento malować wszędzie było pochlapane farbą która wnosiła się na butach i robiła straszne plamy na ponelach.
Któregoś dnia gdy wracałam z zakupów podczas tego malowania jednemu z malujących odpieło się wiaderko z farbą i spadło na posadzkę klatki a farba popłyneła po schodach, rozpłyneła się tak że zalała schody od pierwszego piętra na sam dół. Zacraz zaczełam pomagać żeby się to nie roznosiło na całą klatkę, razem z sąsiadką i pracownikami zaczeliśmy zbierać rozlaną farbę ścierając szmatami.
POtem mycie posadzki na półpiętrze i schodach. na szczęście była to taka godzina gdzie po schodach chobziło mało ludzi i sprawnie można było sobie poradzić, kilkukrotne mycie posadzki i schodów i udało się usunąć rozlaną farbe.