środa, 26 listopada 2014
Szkoła
Praca w szkole to jest syzyfowa i niewdzięczna praca. Jak tylko sięgnę pamięcią naokrąglo się sprzątało. Gdy miałam siedem lat poszłam do pierwszej klasy Od samego początku byli wyznaczani dyżurni. Dyżurny musiał wycierać tablice, pozbierać papierki jak nie przypilnował osoby, która wyrzuciła na podłogę lub pod ławkę. Ławki były bardzo fajne z takim pochyłym pulpitem i z półeczką na tornister. Na pulpicie była dziurka na kałamarz, bo musicie wiedzieć, że dawniej nie było długopisów tylko stalówki w starszych klasach pisało się piórem wiecznym a maluchy uczyły się pisać ołówkiem. Często bywało tak, że ze stalówki wylewał się tusz i zrobił się wielki kleks, który nie chciał się zmyć wtedy do akcji przystępowała woźna, bo tak nazywano osobę sprzątającą szkolę.Widziałam jak woźna po lekcjach sprzątała całą szkolę zamiatała i myła podłogę, Polerowała okna, parapety, ławki. W toaletach całą armaturę myje środkami dezynfekującymi, opróżnia kosze na śmieci, wymienia papier toaletowy i jeszcze zamiata teren przed budynkiem. W szatni też układa worki na pulkach bo dzieci za szybko chcą iść do klasy i rzucają gdzie popadnie i tak leci dzień po dniu.