środa, 19 listopada 2014

To był zwyczajny szary dzień...

Wstałem jak zwykle rano, przekonany, że czeka mnie jak zwykle wiele codziennych obowiązków. Dzień za oknem wydawał się ponury i całkowicie pozbawiony kolorów. Nic nie zapowiadało żadnych istotnych zdarzeń, ani szczególnych atrakcji. Wiedziałem, ze przed wyjściem do pracy muszę jeszcze wykonać wczorajsze zmywanie naczyń. Z trudem zabrałem się do nielubianego (szczególnie o tej porze dnia), obowiązku. Wczoraj wieczorem nie udało mi się pozmywać, chociaż wieczór jest do tego lepszą porą, ale wtedy nie czułem się zbyt dobrze. Pomyślałem, że przynajmniej wczorajsze dolegliwości są już historią. Dlatego z zapałem zabrałem się do zmywania, które poszło mi bardzo szybko. Wreszcie mogłem zająć się śniadaniem. Nic nie zapowiadało zbliżającego się ataku. A ten przyszedł zaraz po śniadaniu. Wszystkie objawy wskazywały na grypę żołądkową. Objawy tej choroby wszyscy znają bardzo dobrze. Opisy jej etapów oczywiście pominę. Natomiast muszę powiedzieć, że w pewnej chwili spotkała mnie rzecz niesłychana. Był to chyba skutek bardzo wysokiej gorączki. Otóż zacząłem śnić o tym, że sprzątam nieczynne Centrum Handlowe. Był to wielki kompleks przypominający warszawskie Złote Tarasy. Na początek zająłem się odkurzaniem i myciem podłóg. Używałem w tym celu dziesiątek, a może setek odkurzaczy przemysłowych, którymi operowałem przemieszczając się z niezwykłą prędkością w lewo i w prawo, a także (uwaga!) - w górę i w dół. Odkurzałem szyby wystaw sklepowych znajdujące się na wszystkich piętrach kompleksu (oczywiście poruszając się pomiędzy nimi), a nawet szklane powierzchnie sklepienia Złotych Tarasów. Przy okazji wytarłem kurz i umyłem poręcze na schodach zwykłych, jak i ruchomych. Później wziąłem się za mycie podłóg. Zostałem przywódcą wielkiej armii wózków do mycia podłóg, jakich używa personel sprzątający, w tego typu wielkich Centrach Handlowych. Jednak z całego snu najbardziej zapamiętałem mycie toalet, ale o tym w następnym wpisie...