czwartek, 13 listopada 2014

Sprzątanie dworca w Krakowie



Ostatni weekend spędzaliśmy u rodziny. A że był to jeden z tak zwanych długich weekendów mogliśmy pozwolić sobie na odwiedzenie rodziny mieszkającej kilkaset kilometrów od nas na Podkarpaciu. Jako że podróż długa, a kolej na odcinku Katowice-Kraków porusza się z prędkością spacerującego żółwia, kombinowaliśmy tak, aby ten feralny odcinek przejechać autobusem zastępczym lub jednym z busów, któregoś z prywatnych przewoźników.
Ostatecznie udało się dojechać do grodu pod Wawelem autobusem zastępczym interregio. W Krakowie mieliśmy dosłownie kilkanaście minut na przesiadkę. To za mało, aby ruszyć na zwiedzanie tego fantastycznego miasta. Kupiliśmy więc miejscowy przysmak – obwarzanki z solą. Budki z tym specjałem krakowskim stoją na niemal każdym rogu. Czekaliśmy na nasz opóźniony o kilka minut pociąg obserwując życie na dworcu. A tu trwało w najlepsze sprzątanie. Kilka pań zajmowało się myciem podłóg, posługując się w tym celu specjalnymi zmechanizowanymi pojazdami. Myły one cała posadzkę specjalnymi szczotkami. Panie siedziały w środku, sterując jedynie maszyną. Stary, zabytkowy krakowski dworzec został na dobre zamknięty. Nie obsługuje już pasażerów. W zamian wybudowano całkiem nowy, podziemny, przestronny gmach, w którym położone na posadzkach kafelki na pewno sprzyjały utrzymaniu czystości. Po umyciu podłóg panie wzięły się za umycie schodów. Obserwując te wszystkie czynności zaczęłam wierzyć, że smród i bród na polskich dworcach przejdą kiedyś do niechlubnej historii. Po piętnastominutowym opóźnieniu przyjechał nasz pociąg i mogliśmy kontynuować naszą podróż na Podkarpacie.