Znalazłam właśnie chwilę, aby skończyć przerwaną kilka dni
temu opowieść o naszym ulubionym sprzątaniu. Sprzątaniu mebli, a konkretnie
witryny, w której przechowujemy nasze rodzinne pamiątki po przodkach i inne
przedmioty z historią.
Bo chociaż wytarcie kurzy z obrazów, bibelotów, książek itp.
zajmuje najwięcej czasu i wymaga niezwykłej ostrożności, aby niczego nie stłuc,
to możliwość obcowania z ładnymi, estetycznie wykonanymi przedmiotami, pamiętającymi
inne czasy, a co najważniejsze związanymi nierozerwalnie z historią naszej
rodziny, rekompensuje ten trud z nawiązką.
Opowiedziałam już o wiekowym kubeczku, pamiątce po babci,
pora więc na pamiątkę po dziadku. On również urodził się w czasach monarchii
austro-węgierskiej pod koniec panowania cesarza Franciszka Józefa.
Na skutek różnych perypetii dziejowych przetrwało po nim
raptem kilka drobiazgów. A najciekawszym jest posążek jego patrona - świętego
Antoniego Padewskiego. Wykonany z cynkalu w pierwszym ćwierćwieczu XX wieku.
Jak głosi rodzinna historia dziadek otrzymał go na pamiątkę chrztu świętego. W
sumie sympatyczna tradycja - dziś najczęściej niemowlęta otrzymują przy okazji
chrztu pieniądze, z którymi same nic nie zrobią. A kiedyś to była na przykład
figurka patrona-imiennika, która przetrwała już ponad wiek.
Po starannym wytarciu z kurzu tych naszych skarbów wzięłam
się za czyszczenie zewnętrzne lamp, aby nasze pamiątki mogły prezentować się w
pełnej krasie, ciesząc oko zarówno domowników jak i gości. Czy podziwiając
takie przedmioty można uważać sprzątanie za nudną czynność?