wtorek, 25 listopada 2014

Ciąg dalszy sprzątania mebli w saloniku



Znalazłam właśnie chwilę, aby skończyć przerwaną kilka dni temu opowieść o naszym ulubionym sprzątaniu. Sprzątaniu mebli, a konkretnie witryny, w której przechowujemy nasze rodzinne pamiątki po przodkach i inne przedmioty z historią.
Bo chociaż wytarcie kurzy z obrazów, bibelotów, książek itp. zajmuje najwięcej czasu i wymaga niezwykłej ostrożności, aby niczego nie stłuc, to możliwość obcowania z ładnymi, estetycznie wykonanymi przedmiotami, pamiętającymi inne czasy, a co najważniejsze związanymi nierozerwalnie z historią naszej rodziny, rekompensuje ten trud z nawiązką.
Opowiedziałam już o wiekowym kubeczku, pamiątce po babci, pora więc na pamiątkę po dziadku. On również urodził się w czasach monarchii austro-węgierskiej pod koniec panowania cesarza Franciszka Józefa.
Na skutek różnych perypetii dziejowych przetrwało po nim raptem kilka drobiazgów. A najciekawszym jest posążek jego patrona - świętego Antoniego Padewskiego. Wykonany z cynkalu w pierwszym ćwierćwieczu XX wieku. Jak głosi rodzinna historia dziadek otrzymał go na pamiątkę chrztu świętego. W sumie sympatyczna tradycja - dziś najczęściej niemowlęta otrzymują przy okazji chrztu pieniądze, z którymi same nic nie zrobią. A kiedyś to była na przykład figurka patrona-imiennika, która przetrwała już ponad wiek.
Po starannym wytarciu z kurzu tych naszych skarbów wzięłam się za czyszczenie zewnętrzne lamp, aby nasze pamiątki mogły prezentować się w pełnej krasie, ciesząc oko zarówno domowników jak i gości. Czy podziwiając takie przedmioty można uważać sprzątanie za nudną czynność?