Na dobre zagościła u nas jesień. Wprawdzie bardziej ona
złota niż słotna, tym niemniej zmienne temperatury, chłodne powietrze sprzyjają
różnego rodzaju wirusom i bakteriom. Trudno uniknąć przeziębienia, grypy czy
nawet czegoś cięższego. Także wizyta u lekarza wydaje się być nieodzowna,
zwłaszcza jeśli zachoruje dziecko. Dlatego też, gdy moja pociecha złapała
przeziębienie, udałam się do przychodni, aby zbadać czy przypadkiem nie jest to
nic groźnego. Jako że pora była późno popołudniowa, a my jednymi z ostatnich
pacjentek, panie powoli brały się za sprzątanie. Ważną rzeczą jest wytarcie
kurzy ze wszystkich powierzchni, najlepiej z użyciem środka dezynfekującego.
Zachowanie czystości w przychodni to bardzo istotna kwestia. Wszak przewija się
tam ogromna liczba osób chorych. Aby do minimum zmniejszyć ryzyko
rozprzestrzeniania się zarazków, codzienne sprzątanie to nie tylko rutyna, ale
bardzo ważny element funkcjonowania przychodni. Czekając więc na swoją kolejkę,
obserwowałyśmy mycie podłogi. Jednak w między czasie wyszedł pacjent i nadeszła
nasza kolej. Weszłyśmy do gabinetu, który też – pewnie gdy my już opuścimy
przychodnię – pójdzie pod szczotkę, szmatkę i mop. Przeziębienie okazało się na
szczęście tylko… przeziębieniem, więc spokojne mogłyśmy udać się do domu.
Wychodząc, zauważyłyśmy jeszcze panią, która myła drzwi wewnętrzne po kolei od
wszystkich pomieszczeń: gabinetów, łazienek. Gdy już zamknięto za nami drzwi
zewnętrzne, przez przeszklone szyby widziałyśmy, że i one nie zostały suche.
Przekonałam się, że jednak panie z przychodni poważnie traktują swoją pracę i
dbają o czystość w tak strategicznym miejscu jak przychodnia.