Mój sen o sprzątaniu Złotych Tarasów, trwał nadal... A więc zaczęło się wielkie sprzątanie toalet. Na początku opróżniłem wszystkie kosze na śmieci. Użyłem w tym celu tysięcy ogromnych plastikowych worków. Następnie umyłem wszystkie lustra i powierzchnie szklane, muskając je tylko aksamitnymi szmatkami i przelatując wokół nich. Później umyłem i zdezynfekowałem wszystkie ubikacje, nie zbliżając się nawet do nich na odległość 30 centymetrów. Następnie w rytm Walca Wiedeńskiego Johanna Straussa, wyczyściłem i umyłem glazurę i terakotę. Zaś armaturę umyłem i wypolerowałem przy dźwiękach Claude'a Debussy'ego. Na koniec sprzątania toalet, uzupełniłem dziesiątki rolek papieru toaletowego i także mydło w płynie, przy użyciu dziesiątek litrów tego płynu. Po tak udanym sprzątaniu udałem się znów na wielkie przestrzenie Centrum Handlowego. Przelatując gdzieś w okolicach drugiego piętra, zauważyłem liczne restauracje i bary, które oferują zmęczonym zakupami przechodniom pokrzepienie sił. O, pomyślałem, tam to dopiero musi być mnóstwo sprzątania! Niewiele myśląc, udałem się zwiedzić także te przestrzenie kompleksu. Oczywiście nie zawiodłem się. Czekały na mnie kuchnie oraz inne przestrzenie restauracyjne, wymagające natychmiastowej interwencji. A więc najpierw wytarłem kurze ze wszystkich powierzchni, tańcząc twista do melodii Chucka Berry'ego. Po czym zabrałem się do mycia stołów, blatów i lad kuchennych, oczywiście w rytm songów Phila Collinsa :-) Następnie wziąłem się za mycie i czyszczenie zewnętrznych powierzchni około stu lodówek, kuchenek mikrofalowych oraz piekarników, to wszystko w towarzystwie muzyków angielskiego The Clash. Czekało mnie jeszcze umycie frontów setek szafek kuchennych – tu do pomocy zaprosiłem oczywiście, muzyków zespołu New Model Army :-) Na koniec, zmyłem tylko jeszcze w ekspresowym tempie tysiące brudnych naczyń, umyłem i wypolerowałem dziesiątki zlewozmywaków i armatur oraz wyczyściłem wszystkie lustra i powierzchnie szklane. Tutaj skończył się mój sen. Nie muszę Wam chyba mówić, że obudziłem się zlany potem... A miał to być taki zwyczajny szary dzień... :-)
Do następnego wpisu