piątek, 23 stycznia 2015

W kuchni szuru-buru, czyli polodówkowe ewolucje

Wszyscy znamy program pod tytułem „Kuchenne Rewolucje”. Odnosząc się jednak do naszych codziennych zajęć w kuchni, zaryzykowałbym tezę przeciwną. Myślę, że raczej nazwałbym je kuchennymi ewolucjami. Takiego właśnie procesu doświadczyłem podczas ostatnich porządków, to znaczy, umycia lodówki. Okazało się, że jest to tylko początek dłuższego procesu, którym było generalne sprzątanie kuchni. A zaczęło się to tak...

Kiedy już zakończyłem mycie lodówki, zorientowałem się, że cała podłoga jest zachlapana i pozalewana wodą. W takim razie, udałem się do łazienki, wziąłem mopa, nalałem płynu do podłóg i ciepłej wody do wiaderka. Tak zaopatrzony wróciłem do kuchni. No i szuru-buru, szuru-buru, w 10 minut umyłem zachlapaną podłogę. Jednak okazało się, że na myciu półek i szuflad lodówkowych, ucierpiała nie tylko podłoga. Zlewozmywak i kuchenka gazowa, także zostały poszkodowane. W dodatku spostrzegłem, iż zlewozmywak nie był już dawno czyszczony i jest na nim dużo białych smug z kamienia. A kuchenka gazowa wyglądała jeszcze gorzej. Było na niej pełno resztek jedzenia i śladów po przeróżnych sosach i innych płynach. Widać moja ewolucja zatoczyła szersze kręgi :-) Zacząłem więc od kuchenki. Najpierw umyłem gorącą wodą, ściereczką z mikrofibry i mleczkiem kratkę i palniki. Później nasypałem minimalną ilość proszku, aby wyczyścić najbardziej zaschnięte miejsca. Kiedy już uporałem się z tym etapem pracy, do roboty znów zaangażowałem mleczko. Szuru-buru, szuru-buru... Umyłem płytę oraz całą kuchenkę gazową z zewnątrz. Teraz przyszła pora na zlewozmywak. W tym momencie przypomniałem sobie, jak moja babcia mówiła mi kiedyś o sposobie w jaki można usunąć ze zlewozmywaka, białe osady z kamienia. Otóż najlepiej działa papka z sody oczyszczonej i minimalnej ilości wody. Wystarczy nałożyć, odczekać chwilę i spłukać. Tak więc, tę wolną chwilę spędziłem na wysłuchaniu z radia przeboju „Sunshine Reggae”, z nieśmiertelną frazą „take it easy, take it easy...” :-) Po czym spłukałem cały zlew.

Jednak jak to zwykle bywa w procesie ewolucji, jedno wynika z drugiego. Ja o tym zapomniałem... Okazało się, że zmycie podłogi przed umyciem kuchenki i zlewu, nie było szczęśliwym pomysłem. Musiałem wykonać tę pracę jeszcze raz. I tak, ewolucja zatoczyła koło :-) Wam życzę ewolucji nie cyklicznych, a linearnych, w których nie trzeba powtarzać raz wykonanych czynności ;-) Tym bardziej, że mnie czeka jeszcze dalsze sprzątanie kuchni...