No... Udało mi się ogarnąć pozostałości po roztopach na parterze. Ale nasz dom posiada przecież także piętro. I czasami na to piętro trzeba wejść po jakąś rzecz w butach, kiedy nam się śpieszy. Dlatego również one odczuwają skutki szybkich zmian kilkunastu pór roku, w ciągu jednego roku :-) Tak więc wchodzę na klatkę schodową, aby sprawdzić jak rzeczy się mają. Oj, niedobrze, niedobrze... Schody wymagają solidnego sprzątania, odkurzenia i umycia.
Wyjmuję więc ponownie odkurzacz ze schowka i mam zamiar zabrać się za odkurzanie. Zaraz, zaraz... Przecież na górze, przy samych schodach, jest regał z książkami na którym nie wycierałem kurzy całe wieki. Trzeba również na nim posprzątać. A jeśli najpierw odkurzę, to potem te tony kurzu z powrotem spadną na schody. Dobrze, najpierw wejdę na górę i zrobię, co należy. Biorę szmatkę bawełnianą, nasączam ją wodą i drugą taką samą suchą, plus środek w sprayu. I wycieram kurze z całego regału, półek i z każdej książki po kolei. Po czym myję cały mebel z zewnątrz. Uff... „Chwilę”, mi to zajęło :-)
Wreszcie odwracam się w stronę schodów, ale... Moje spojrzenie pada na lampę wiszącą nad schodami. Nie jest to widok radosny. Po pierwsze lampa wygląda na niemytą przez kilka lat, a poza tym dopiero teraz zauważyłem, że światło które daje, jest mniej niż nikłe. W takie dni jak ten, widać to najlepiej. Tylko, że dostanie się do tej lampy, wymaga nie byle jakiej ekwilibrystyki. Jedną nogą trzeba stanąć nogą na gzymsie, a drugą na drewnianym balkoniku wiszącym nad schodami, na którym stoi również regał który sprzątałem. Wykonuję więc, wyżej wymieniony szpagat i bardzo staram się, aby nie spaść. Mimo wszystko, dosyć dobrze udaje mi się wyczyścić z zewnątrz lampę i inne elementy oświetlenia oraz wymienić żarówkę na mocniejszą. No teraz przyszłość wydaje się jaśniejsza :-)
Muszę tylko odkurzyć i umyć schody, wytrzeć kurze ze wszystkich pozostałych powierzchni oraz wytrzeć i umyć poręcze schodów... Jak dobrze, że nie bywam na piętrze codziennie... :-)
Do następnego wpisu.