niedziela, 18 stycznia 2015

Mycie okien cd. – wyprawa na dwór

Kiedy już uporałem się z umyciem okien w moim pokoju, od wewnątrz, postanowiłem wyprawić się na dwór, aby dokończyć tę pracę od strony elewacji :-) W tym celu, zabrałem ze sobą wcześniej już przygotowany, 'zestaw małego zmywacza'. Dla tych, którzy nie pamiętają jak on wygląda, przypomnę, 1. Bawełniana szmatka, 2. Miska z detergentem, 3. Środek do mycia okien, 4. Druga bawełniana szmatka, 5. Ręczniki do polerowania. Wychodzę więc tak zaopatrzony, na dwór i zmierzam w kierunku rozstawianej drewnianej drabiny. Biorę drabinę i już zamierzam się zabrać do mycia ram i okien, kiedy patrzę... Stoi koło mnie mój Alaskan Malamut – Zefir i macha ogonem w tę i z powrotem, z szybkością rakiety :-) No cóż, Zefir jest niesamowitym pieszczochem i nie przepuści żadnej okazji, żeby go pogłaskać. Głaszczę więc i chwalę mojego pupila (na pochwały, jest tak samo łasy), ale na tym zabawa się nie kończy. Zefir uwielbia także uciekać przede mną jak oszalały, a ja oczywiście wtedy go gonię :-) No dobrze, mój podopieczny zmęczył się wreszcie zabawą oraz zasapał, trzeba mu w takim razie uzupełnić pojemnik z wodą. Wychłeptał ją zadowolony, a ja mogę się zabrać do swojej pracy :-)

Najpierw myję ramy i okna z kurzu, a w lesie, na zewnątrz domu zbiera się go naprawdę dużo. Woda w misce, prawie od razu robi się czarna, dlatego muszę ją wymienić. Później tylko, dokładnie taka sama praca jak wewnątrz – Myję cztery okienka w jednym skrzydle i poleruję, później cztery z drugiej i poleruję i taką samą robotę wykonuję w drugim skrzydle. Dobrze, że został mi już tylko drugi zestaw okien... :-)

Po skończonej pracy, odniosłem wszystkie sprzęty na swoje miejsce, w czym oczywiście towarzyszył mi Zefir. Pomyślałem, że zrobię mu jeszcze jedną przyjemność i zabiorę go ze sobą, żeby wyrzucić śmieci. Poszedłem więc do domu i opróżniłem wszystkie trzy kosze oraz wymieniłem w nich worki. Kiedy wyszedłem na dwór Zefir już na mnie czekał merdając ogonem (jakoś zawsze wyczuwa, kiedy chcę go zabrać na spacer:-). Ruszyliśmy razem do śmietnika (mam do niego około 300 metrów), gdzie czekały na nas trzy kontenery z segregowanymi śmieciami. Wrzuciłem każdy worek, zgodnie z jego przeznaczeniem i skierowaliśmy się z powrotem. Zefir po drodze oczywiście obwąchał wszystkie drzewa i krzewy oraz przepędził kilka ptaków ;-)

Tak sobie pomyślałem, po tej pracy i zabawie, że psy to jednak mają fajne życie... :-) A przede wszystkim, zupełnie nie muszą znać się na matematyce... ;-)