Najpierw myję ramy i okna z kurzu, a w lesie, na zewnątrz domu zbiera się go naprawdę dużo. Woda w misce, prawie od razu robi się czarna, dlatego muszę ją wymienić. Później tylko, dokładnie taka sama praca jak wewnątrz – Myję cztery okienka w jednym skrzydle i poleruję, później cztery z drugiej i poleruję i taką samą robotę wykonuję w drugim skrzydle. Dobrze, że został mi już tylko drugi zestaw okien... :-)
Po skończonej pracy, odniosłem wszystkie sprzęty na swoje miejsce, w czym oczywiście towarzyszył mi Zefir. Pomyślałem, że zrobię mu jeszcze jedną przyjemność i zabiorę go ze sobą, żeby wyrzucić śmieci. Poszedłem więc do domu i opróżniłem wszystkie trzy kosze oraz wymieniłem w nich worki. Kiedy wyszedłem na dwór Zefir już na mnie czekał merdając ogonem (jakoś zawsze wyczuwa, kiedy chcę go zabrać na spacer:-). Ruszyliśmy razem do śmietnika (mam do niego około 300 metrów), gdzie czekały na nas trzy kontenery z segregowanymi śmieciami. Wrzuciłem każdy worek, zgodnie z jego przeznaczeniem i skierowaliśmy się z powrotem. Zefir po drodze oczywiście obwąchał wszystkie drzewa i krzewy oraz przepędził kilka ptaków ;-)
Tak sobie pomyślałem, po tej pracy i zabawie, że psy to jednak mają fajne życie... :-) A przede wszystkim, zupełnie nie muszą znać się na matematyce... ;-)