Znowu przyszła do nas wiosna w środku zimy, więc jest to świetny czas, aby wziąć się za umycie okien. Tylko, czy rzeczywiście taki świetny... ;-)? Okna w moim przedwojennym domu są czteroskrzydłowe, poprzedzielane również czterema listewkami, które dzielą się na cztery okienka :-) Zaś pomiędzy dwoma skrzydłami z jednej i drugiej strony, figurują masywne kraty ;-) Także robota nie jest łatwa... Za to bardzo precyzyjna :-)
Biorę się więc za tę świetną robotę i przygotowuję zestaw młodego zmywacza. Potrzebny jest środek do mycia okien, szmatka bawełniana oraz ręczniki papierowe, do polerowania szklanych powierzchni. Aha! Zawsze zapominam, że najpierw muszę jeszcze umyć drewniane ramy, pomalowane olejną farbą oraz wytrzeć okna z kurzu, którego zawsze mnóstwo zbiera się w lesie. Do tego potrzebna jest miska z detergentem i inna bawełniana szmatka. Wreszcie z odpowiednim zapałem zbliżam się do pierwszego zestawu okien, tego w moim pokoju. Jedno okno, to cztery skrzydła, drugie też cztery – to razem osiem. Na pewno dam radę :-)
Na początek myję więc ramy i okna z kurzu. Potem - Pierwszy zestaw - cztery okienka w jednym skrzydle z jednej strony i poleruję, następnie cztery z drugiej strony i poleruję, a potem analogicznie w drugim skrzydle – Betka! No dobrze, tylko żeby umyć dwa skrzydła od zewnątrz, muszę wyjść na dwór rozstawić drewnianą drabinę i dopiero zabrać się do pracy.
W takim razie, teraz umyję kraty pomalowane analogicznie jak okna na biało i... No tak, przy myciu starych okien, nieuchronne jest, że oprócz kurzu z ram, spada na półki mebli, grzejniki i parapety, trochę starego kitu, odprysków farby, zasuszonych owadów i czego tam jeszcze... Także teraz, trzeba zetrzeć kurz i inne specjały z ww. parapetów, grzejników i mebli. Następnie odkurzyć podłogę i całą przestrzeń wokół okna. No i czeka mnie już tylko powtórzenie tych czynności, przy drugim oknie. A potem, umycie tych samych dwóch zestawów od zewnątrz...
Ale o tym opowiem Wam, w kolejnym wpisie. Myślę jednak, że jest coś pocieszającego w wykonywaniu tych wszystkich czynności. Można odświeżyć sobie podstawowe równania matematyczne... ;-)
Do następnego wpisu
Biorę się więc za tę świetną robotę i przygotowuję zestaw młodego zmywacza. Potrzebny jest środek do mycia okien, szmatka bawełniana oraz ręczniki papierowe, do polerowania szklanych powierzchni. Aha! Zawsze zapominam, że najpierw muszę jeszcze umyć drewniane ramy, pomalowane olejną farbą oraz wytrzeć okna z kurzu, którego zawsze mnóstwo zbiera się w lesie. Do tego potrzebna jest miska z detergentem i inna bawełniana szmatka. Wreszcie z odpowiednim zapałem zbliżam się do pierwszego zestawu okien, tego w moim pokoju. Jedno okno, to cztery skrzydła, drugie też cztery – to razem osiem. Na pewno dam radę :-)
Na początek myję więc ramy i okna z kurzu. Potem - Pierwszy zestaw - cztery okienka w jednym skrzydle z jednej strony i poleruję, następnie cztery z drugiej strony i poleruję, a potem analogicznie w drugim skrzydle – Betka! No dobrze, tylko żeby umyć dwa skrzydła od zewnątrz, muszę wyjść na dwór rozstawić drewnianą drabinę i dopiero zabrać się do pracy.
W takim razie, teraz umyję kraty pomalowane analogicznie jak okna na biało i... No tak, przy myciu starych okien, nieuchronne jest, że oprócz kurzu z ram, spada na półki mebli, grzejniki i parapety, trochę starego kitu, odprysków farby, zasuszonych owadów i czego tam jeszcze... Także teraz, trzeba zetrzeć kurz i inne specjały z ww. parapetów, grzejników i mebli. Następnie odkurzyć podłogę i całą przestrzeń wokół okna. No i czeka mnie już tylko powtórzenie tych czynności, przy drugim oknie. A potem, umycie tych samych dwóch zestawów od zewnątrz...
Ale o tym opowiem Wam, w kolejnym wpisie. Myślę jednak, że jest coś pocieszającego w wykonywaniu tych wszystkich czynności. Można odświeżyć sobie podstawowe równania matematyczne... ;-)
Do następnego wpisu