Robota nie zajac nie ucieknie to słowa
mojego meza kiedy go poprosiłam o opruznienie kosza na smieci i ich
wyniesienie do kontenera ,a kiedy wspomniałam o myciu armatury to
biedaczysko pobladło tak mu sie nic nie chciało . Wiec zonka czyli
ja musiałam zadziałac i tak wynoisłam smieci a potem armatura to
dopiero wyzwanie. Ciezko wyszorowac cała siegac wysoko i w trudno
dostepne miejsca i wcchodzenie na drabine i spowrotem aby scierke
zmoczyc masakra jak juz umyłam i wytarłam na sucho ,musiałam sie
wziac za fugi oj to dopiero mozolna robota 3 godziny dłubałam przy
fugach .Wiecie czym je szoruje otórz szczoteczka do zebów
niezawodna przy takich pracach ,teraz kafelki lsnia i fugi
przejasniały ale jak z radosci ze koniec spojrzałam do góry
załamka pajeczyna na oswietleniu wiec zabrałam drabine i do roboty.
Najpierw wilgotna sciereczka zdjełam pajeczyne potem wytarłam lampe
i osuszyłam do sucha i teraz to nawet jasniej swieci ,wiec idac za
ciosem postanowiłam umyc całe oswietlenie w moim domi . I tak
najpierw zyrandol w duzytm pokoju umyłam i wytarłam do sucha a
potem pozastałe oswietlenie w moim domu . Juz sie ucieszyłam ze to
koniec a tu tesciowa zadzwoniła i pyta Basko nie idziesz na Skalska
czasem bo niema mi kto umyc garów i podłogi . Cóż było robic
ubrałam sie i poszłam , stanełam przed drziami i pukam i pukqam i
nic wiec w koncu dzwonie telefonem gdzies babko jest bo ja pod
drzwiami a mama na to poszłam po płyn do naczyn bo zabrakło i tak
kwitłam pod drzwiami dobre 20 minut az wkoncu sie pojawiła.
Zapytałam czemu mi nie powiedziała przecierz szłam to by po drodze
kupiła a ona mi hna to ze chciała sie przejsc . Pytam na chodzenie
siła jest a na gary nie ma , osmiała sie i rzekła poco mam myc
gary jak synowa lepiej to zrobi ,no masz ładnie czarna robota dla
mnie ale skoro juz byłam to i garyi podłoge jej umyłam , w sumie
wartało bo nie dosc ze kawusie i ciacho dostałam to jeszcze 3
dyszki . Powiedziałam jej ze musi po mnie codziennie dzwonic , bo
kaska sie przyda.