wtorek, 13 stycznia 2015

Hej kolęda,kolęda

Po raz kolejny witam wszystkich czytelników na moim blogu.Razem z mężem byliśmy na kilka dni z wizytą u mojego brata. Po powrocie okazało się, że w ten sam dzień późnym popołudniem w naszym bloku odbywa się doroczna wizyta duszpasterska zwana "kolędą". Do kolędy zostało co prawda jeszcze parę godzin, ale mieszkanie nasze było strasznie zabałaganione jak to bywa kiedy człowiek szykuje się do wyjazdu i z niego powraca.Nie tracąc czasu wzięliśmy się z mężem ostro za robienie porządków.Przede wszystkim należało przygotować na przyjęcie księdza pokój gościnny i tak ja wzięłam się za umycie okna i wymianę firan, a w tym czasie mąż poszedł wytrzepać dywan.Dalej szybciutko wytarłam wszystkie kurze i umyłam dokładnie podłogę. po wyschnięciu podłogi mąż rozwinął dywan, a ja przygotowałam na stół biały obrus, krzyżyk i lichtarzyki, a na koniec kropidełko i wodę święconą. Z racji tego,że mieszkanie nasze to lokal numer jeden tradycją stało się zostawianie u nas przez księdza płaszcza i czapki czyniąc z nas jakoby gospodarzy więc na szybko należało sprzątnąć też toaletę i przdpokój. W łazience i na przedpokoju umyłam lustra i wytarłam do sucha sprawdzając czy nie zostały żadne smugi. Wyszorowałam kabinę prysznicową i wannę, pomyłam glazurę i terakotę oraz baterie i pozostałą część armatury.Mąż umył klozet i deskę sedesową wszystko dokładnie dezynfekując.Uzupełnił też mydło w płynie i papier toaletowy, a na koniec zawiesiłam czyste ręczniki.Na przedpokoju zamiotłam posadzkę i dokładnie ją wymyłam łącznie z listwami przypodłogowymi.Po wyschnięciu mąż podłogę wypastował i wypolerował. W drugim pokoju i kuchni postanowiliśmy zamknąć drzwi,gdyż na sprzątanie nie było już czasu i siły po pracy i podróży. W tym roku zawitał do nas sam proboszcz i oprócz spraw duszpasterskich bardzo pochwalił porządek w naszym mieszkaniu co tym bardziej nas ucieszyło.