czwartek, 22 stycznia 2015

Pani Irenka

Kontynuując temat sprzątania chciałabym przedstawić wam wybitną postać tego rzemiosła – panią Irenkę, sprzątaczkę w mojej poprzedniej pracy. Prosta kobieta po pięćdziesiątce, która z niesamowitym zaangażowaniem potrafiła wywiązywać się ze swych monotonnych obowiązków. Nasze biuro: 3 pomieszczenia biurowe, toalety i pomieszczenie z aneksem kuchennym, czyli podobnie jak spore mieszkanie. Dzięki świetnej organizacji pani Irenka potrafiła ogarnąć wszystko w 3-4 godziny ..a było co robić. Najmniejszy problem był z toaletą. Wszechobecne kafle łatwo utrzymać w czystości, wiec pozostawały do czyszczenia muszle, dołożenie papieru i uzupełnienie mydła do podajników. W kuchni też bez tragedii, choć od czasu do czasu wypadało wyszorować lodówkę i mikrofalówkę. Zabawa zaczynała się w pomieszczeniach biurowych gdzie nie brakowało zakurzonych biurek i szafek. Niby wystarczała woda z płynem i ścierka, ale zawartość wiaderka lub miski szybko zamieniało się w żur i wode trzeba było wymieniać kilkukrotnie. Było trochę śmiechu kiedy pani Irenka niczym tornado przemykała z wilgotną szmatką przez biurka, a nie pochowane rzeczy (w tym zapiski, notatki i dokumenty) trafiały zmieniały swoje położenie. To uczyło pracowników chowania swoich narzędzi pracy w bezpieczne miejsca po zakończeniu dniówki. Pani Irenka nie zwykła omijać żadnego zakamarka, także okablowania komputerów, którym nie odpuszczała pomimo licznych naszych próśb. Więc kiedy rozpoczynaliśmy pracę i okazywało się, że czyjś sprzęt nie działał znaczyło to, że pani Irenka sprzątał wczoraj po godzinach :) A wszystko to potrafiła robić ze szczerym uśmiechem na twarzy wymieniając przy okazji świeże ploteczki. Zawsze będę ją ciepło wspominała…