środa, 10 grudnia 2014
u syna
Witam ponownie,
Jak już tak się wymieniamy się spostrzeżeniami dotyczącymi sprzątania nie sposób nie przedstawić mojego syna - kwintesencja nieładu i chaosu. Chłopak jest kawalerem, jakiś czas temu wyprowadził się na swoje. U rodziców bardzo sporadycznie angażował się w prace porządkowe z własnej inicjatywy no, ale w myśl powiedzenia, że nadzieja umiera ostatnia do końca wierzyłam, że na swoim weźmie się w garść i zdecydowanie zadba o swoje otoczenie.
Nic bardziej mylnego. Ostatnio zafundowałam mu niezapowiedzianą wizytę. Mieszkanko niby ogarnięte, ale pewne elementy strasznie kolą w oczy. Po pierwsze: ubrania wszechobecne we wszystkich częściach mieszkania, czyli używane wyjściowe łachy, które po wymianie na luźniejszą domową odzież lądują na pralce, rozłożone w pokoju na krześle lub szafce. Po drugie: naczynia nieuprzątnięte, czekające w miejscu użycia na lepsze czasy, następnie i tak trafią do zlewu gdzie się dalej gromadzą, aż nadejdzie czas, kiedy czystych zabraknie. Do tego dochodzi ogólne zabrudzenie typu codziennego, czyli pył na podłogach i zakurzone elementy mebli. Przyglądałam mu się kiedyś jak odkurzał podłogę no i owszem objechał całą powierzchnię, ale żeby sięgnąć pod łóżko, przesunąć stół i poodsuwać krzesła zabrakło mu natchnienia lub wyobraźni. To samo ze ścieraniem kurzu z mebli. Co się da przeciągnie szmatką wokół, a o jej częstym płukaniu nie wspomnę… Ręce opadają… Czy on się kiedyś nauczy?!