Wiadomo że pokój w którym się przebywa najczęściej też często się sprząta ale lubie czasem taki generalny pożądek, bo mam wtedy wrażenie że pokój ma inny wygląd.
Więc wziełam się od rana za sprzątanie, najpierw zwinełam dywan i przekazałam mężowi do trzepania a ja w tym czasie zaczełam od wycierania kurzu. Zrobiłam wode z płunem i wziełam miękką szmatkę i zaczełam wycierać kurz rozpoczynając od górnej części segmentu potem zeszłam niżej na półki i di szafek w których również trzeba było upożądkować ubrania, ręczniki i bielizne pościelową. Po wyczyszczeniu segmentu przeszłam do komody w której poukładałam drobną bielizne w szufladach. Zdiełam też firanki i zasłony z okna i nastawiłam je do prania żeby na końcu sprzątania powiesić je wilgotne na oknie wtedy wyschną rozwieszone i nie będe musiała prasować.
Umyłam okno i parapes i wokół salonu półeczki na ścianie, wszystkie ramy od obrazów oraz odświeżyłam kwiaty które stały na parapecie. Odkurzyłam meble tapicerowane i zaprałam plamy na oparciach foteli. Na końcu zabrałam się za gruntowne sprzątanie podłogi, najpierw umyłam wszystkie listwy przypodłogowe a potem umyłam podłogę w całym salonie, gdy już była sucha przetarłam ją emulsją do podług i potem miękką szmatą wypolerowałam do połysku. Położyłam świeżo wytrzepany dywan i zawiesiłam firany i zasłony. Na końcu meble przesmarowałam emulsją zabezpieczającą przed osiadaniem kurzu. Zmieniłam obrus na stole i pokój był czysty i jekiś inny chyba jakiś większy, takie miałam wrażenie.
Lubie te generalne pożądki bo wtedy już czuje się że zbliżają się święta.