Nie ma chyba Polaka, który nie gościłby od czasu do czasu w
jednym z urzędów. Gnają nas tam sprawy dnia codziennego, czasem jakieś wezwania
i inne sprawy. Ostatnio i mnie nie ominęła ta wątpliwa przyjemność. Byłam
zmuszona odwiedzić jeden z urzędów. A że w urzędzie – wiadomo – kolejka zawsze
być musi, więc ustawiłam się na końcu ogonka i czekałam cierpliwie na swoją
kolej. W międzyczasie zaobserwowałam jak panie sprzątające opróżniały kosze na
śmieci. A że w związku z ustawą śmieciową pojawiły się pojemniki do
segregowania śmieci, miały trochę więcej sprzątania niż wcześniej. Kolejka za
mną zdążyła już się wydłużyć. Jakieś dwie panie kłóciły się, która z nich była
pierwsza. Weszły do budynku niemal równocześnie, tylko jedna z nich nie za
bardzo wiedziała gdzie się udać i w ten sposób była za tą drugą. Mimochodem
słuchając kłótni, widziałam też jak panie wzięły się za mycie drzwi
wewnętrznych. Dokładnie szorowały całe drzwi, w szczególności skupiając się na
klamkach. Wszak to tam siedzi pewnie najwięcej bakterii. Ani się obejrzałam, a
nadeszła moja kolej. Weszłam do środka załatwić sprawę. Gdy już wychodziłam,
zauważyłam, że kolejka się znacznie skróciła. Zbliżał się czas zamknięcia, więc
kolejni klienci już nie napływali. Panie sprzątaczki akurat myły podłogi, aby
po wyjściu wszystkich pracowników pochować sprzęt i też udać się do domu. Wszak
każdemu należy się odpoczynek, zwłaszcza po tak ciężkiej pracy.