Koniec stycznia i początek lutego to tradycyjnie już początek sesji dla studentów. Wtedy to zaczyna się gorączkowy okres nauki dla żaków. A przynajmniej dla niektórych.
Jednak już od połowy stycznia na uczelniach są różnego
rodzaju zaliczenia wymagające od studentów przygotowania się. Wiedząc o tym
wszystkim, a chcąc również poczytać co nieco, aby swoją wiedzę uzupełnić, a
posiadaną odświeżyć, wybrałam się wczorajszego popołudnia po zajęciach do
czytelni biblioteki uniwersyteckiej. Tu zamówiwszy wcześniej potrzebne książki
i zająwszy wyznaczone przez bibliotekarza miejsce przy stoliku, zabrałam się za
czytanie. Ani się nie obejrzałam, jak zegarek w telefonie zasygnalizował, że
wybiła 18.30. A więc za pół godziny zamykano czytelnię. Rozejrzałam się po sali
poza mną były może ze dwie osoby. Pojawiła się też pani sprzątająca. Swoją
pracę rozpoczęła od umycia blatów stolików. Faktycznie na blatach stołów było
sporo kurzu i maluteńkich paproszków, które wysypywały się przez cały dzień ze
starych książek.
Następnie pani zabrała się do opróżnienia kosza na śmieci. Z
tym niewiele miała pracy, gdyż w czytelniach przecież nie można robić właściwie
nic poza czytaniem, względnie kserowaniem, więc i produkcja śmieci jest w tej
sytuacji znikoma. Zabrałam swoje książki oraz numerek i ruszyłam do punktu
zwrotów. Oddałam czytaną wcześniej literaturę i z głową pełną nowych informacji
ruszyłam do wyjścia, aby odetchnąć rześkim, zimowym powietrzem.